Kolejny piątkowy wieczór ze szklaneczką zacnego trunku w ręku, cóż, to był naprawdę ciężki tydzień który dał mi w kość zarówno pod kątem zawodowym jak i fizycznym. Nie dość że w tym tygodniu miałem grypę to chodziłem dzień w dzień na masen, nie mogłem się powstrzymać po prawie 3 miesięcznej przerwie, na basen wchodziłem chory, wychodziłem zdrów, niesamowita przemiana, pierwszy raz w życiu czegoś takiego doświadczyłem, uczucie to wprawdzie utrzymuje się przez raptem parę godzin ale to niesamowite jak wysiłek fizyczny wpływa na ogólną kondycję organizmu (:.
Powinni to przepisywać na receptę zamiast antybiotyków (:
Może właśnie dzięki temu moja grypa trwała 4 dni a nie 14 jak zeszłego sezonu, od dłuższego już czasu nie używam antybiotyków, jedynym lekiem który zażywam w czasie infekcji jest theraflu extra grip, rewelacyjny specyfik, daje trochę w głowę i nie można (nie powinno się) po nim prowadzić samochodu ale przy dłuższym zażywaniu nie ma to ażtakiego wplywu, pamiętam jak po raz pierwszy go zażyłem i wsiadłem do auta nie czytając wcześniej ulotki, ledwie dojechałem na miejsce dramat, reakcje tak opóźnione jak na ciężkiej bani, ale nie miałem odwrotu bo połknąłem tuż przed wejściem do auta a złapało mnie w połowie drogi …
Tak czy inaczej wszystkie objawy grypopochodne ustępują jak ręką odjął, rewelacja, od tamtego czasu nie używam antybiotyków a pierwszą infekcję w tym sezonie przeszedłem w błyskawicznym tempie 4 dni, to mój rekord, organizm się uodpornił, pewnie sport też ma w tym swój udział.
Dieta …
Dziś wszedłem na wagę i się załamałem, 97 kg, zamiast chudnąć tyję, dramat, niby zapinam się na tę samą dziurkę a jednak dwa kilo przybyło, od poniedziałku intensyfikuję basen, nie 30 tylko 40 basenów i co najmniej 30 kraulem no i dietka 1500 jak dotąd.
