Dzień radykalnej diety, czuje się nieźle,wczorajsze śniadanie dwa małe banany, obiad torebka ryżu pełnoziarnistego i mizeria z ogórka i sałaty polanej malutkim jogurtem naturalnym, kolacja dwa jabłka, rano wstałem jakiś taki lekki. Dziś rano jednak skonsumowałem makrelkę + 4 kromki chrupkiego, jakies 600 kcal, na obiad tylko torebka ryzu i mizeria, mam nadzieje że nie przekroczę 1000 kcal. Dość już mam tej fałdy na brzuchu, załamuje mnie jak na nią patrzę, jest juz 5 razy mniejsza niż w marcu kiedy zaczynałem ale w pewnym momencie proces stanął w miejscu co jest bardzo irytujące.
Dziś wchodzę na basen nie zdążyłem nawet otworzyć drzwi, pocałowałem klamkę i z powrotem do auta, zobaczyłem przez szybę ze 30 dzieci idących na górę, doszedłem do wniosku że to nie ma najmniejszego sensu, poza tym tak naprawdę rano nie mam żadnej motywacji do tego basenu, najchętniej poszedłbym tam w ciągu dnia ale nie mam czasu, poza tym potem szkoły masowo się tam pojawiają więc to strata czasu i pieniędzy, nie wiem już sam, może zacznę biegać.
